Czerwone dachy tego słoweńskiego miasta, zalane słońcem, z błękitem Adriatyku w oddali, do złudzenia przypominają słynący z takiego widoku Dubrovnik. A przecież
jesteśmy oddaleni ok. 700 km od Perły Dalmacji. Co oba miejsca mają wspólnego? Na pewno historię - przez blisko 500 lat oba wchodziły w skład Republiki Weneckiej, która miała decydujący wpływ na kształt obu tych miast.
I rzeczywiście, miasto to ma "bardzo włoski" charakter. Takie wrażenie ma chyba każdy, kto rozpoczyna zwiedzanie Piranu (wł. Pirano) od portu i pl. Tartiniego (Tartinijev trg). Ale zanim do niego dotrzemy, musimy gdzieś zostawić samochód.
Niemal całe stare miasto w Piranie to zamknięta dla ruchu kołowego strefa piesza. Przed wjazdem do centrum znajdują się duże parkingi, gdzie można zaparkować. Ale można też pokusić sie o wjazd do centrum - przy szlabanie pobiera się
po prostu bilet jak na płatny parking i można wjechać - oczywiście nie wszędzie.
Marina w Piranie.
Ulica prowadzi wzdłuż mariny, a zawrócić można (a w zasadzie trzeba) na owalnym placu Tartiniego. Zaparkować można w jednej z uliczek, kóre mijamy na tym krótkim odcinku.
Z tym, ze należy uważać na ciasno zaparkowane samochody, a i swój pozostawić tak, żeby inni mogli obok nas w miarę swobodnie przejechać. W przeciwnym razie czeka nas, albo zarysowanie naszego auta przez inny samochód, albo odcholowanie naszego auta
na płatny parking (plus opłata za parkowanie oraz mandat za utrudnianie przejazdu). W każdym bądź razie: do Piranu da się wjechać, tylko trzeba mądrze zaparkować. I jeszcze jedno: koniecznie trzeba złożyć w aucie lusterka ;-)
Marina w Piranie, w głębi brama św. Jerzego z podcieniami.
Dzisiejszy plac Tartiniego, wyłożony lśniącym, białym kamieniem to dawny basen portowy (zasypany ponad sto lat tamu). Głównym elementem samego placu jest brązowa statua Giuseppe Tartiniego, włoskiego skrzypka i kompozytora, urodzonego właśnie w Piranie.
Zachodnią część placu zamyka ogromny (jak na skalę miasta) gmach ratusza.
Plac Tartiniego: po lewej ratusz, na środku statua G.Tartiniego, w głębi czerwona "Wenecjanka" (Benečanka), a u góry kościół św. Jerzego wraz z dzwonnicą.
Z placu widoczna jest górująca nad miastem barokowa bryła kościoła św. Jerzego. Obok stoi charakterystyczna, ponad czterdiestosiedmiometrowa dzwonnica. A sam Giuseppe Tartini, u stóp którego
(odlanego z brązu) właśnie stoimy? Był skrzypkiem, kompozytorem, muzykologiem i pedagogiem. Skomponował słynną, niezwykle trudną do wykonania "Sonatę z diabelskim trylem (g-moll)", zwaną też "Diabelską sonatą", z którą wiąże się niezwykła legenda:
Pewnej nocy kompozytorowi przyśnił się diabeł stojący w nogach łóżka, który w zamian za duszę muzyka zaproponował swoje usługi. Tartini wyzwał go na muzyczny pojedynek. Diabeł
wziął w ręce skrzypce i zagrał sonatę tak piękną i wykonaną z takim mistrzostwem i uczuciem, jakiego Tartini nigdy w życiu nie słyszał. Silne wzruszenie, towarzyszące słuchaniu muzyki
spowodowało, że kompozytor obudził się i pochwyciwszy skrzypce próbował powtórzyć usłyszany we śnie utwór. Niestety, udało mu się uzyskać tylko namiastkę tego, co grał diabeł. Napisaną
wtedy kompozycję nazwał właśnie "Diabelską sonatą".
Statua Giuseppe Tartiniego, z tyłu ratusz.
Czerwona "Wenecjanka" (Benečanka) to chyba najsłynniejszy budynek Piranu. Wygląda jak żywcem wzięty z nieodległej Wenecji - stąd oczywiście jej potoczna nazwa. Ten piętnastowieczny budynek przykuwa uwagę szczegółami
gotyckich elementów wykończeń okien i balkonu. Jasny, rzeźbiony kamień pięknie kontrastuje z żywym, czerwonym kolorem elewacji.
"Wenecjanka" (Benečanka).
Mijając "Wenecjankę" wchodzimy w wąskie uliczki starego miasta, które wznoszą się ku górze. Zgodnie z ukształtowaniem półwyspu, na którym leży miasto: część południowa schodzi płasko do portu, a
im głębiej wchodzimy pomiędzy budynki, tym wyżej przychodzi nam się wspinać. Uliczki robią się coraz węższe. Tu już nie ma mowy o jakimkolwiek ruchu samochodowym.
Wąskie zaułki starego miasta.
W końcu robi się tak wąsko, że wyciągając swoje ramiona możemy dosięgnąć budynków stojących po przeciwnych stronach uliczki. Tak wąska zabudowa daje to, co w gorące, śródziemnomorskie lata
jest najbardziej pożądane: cień i przyjemny chłód. Przechodząc między budynkami możemy dosłownie zajrzeć mieszkańcom w okna. A to bardzo dobra okazja na poznanie trochę bliżej ich codziennego życia.
Uliczki węższe, niż rozstaw ramion.
Po wspinaczce wąskimi uliczkami docieramy do najwyższego punktu półwyspu: nad urwistą północną skarpę. Tu stoi, bielejący w słońcu, kościół św. Jerzego wraz z charakterystyczną dzwonnicą.
Udostępniona jest ona dla zwiedzaj±cych. Z samej wieży, ale także z jej podnóża roztacza się rozległa panoramia miasta położonego na (otoczonym z trzech stron Adriatykiem) charakterystycznym
półwyspie. A na horyznocie majaczy włoskie wybrzeże.
Wysoka, północna skarpa półwyspu (w tyle kościół św. Jerzego wraz z dzwonnicą)
Tutaj też możemy zobaczyć (jakże odmienne od południowego) północne wybrzeże półwyspu. I tylko "zobaczyć", gdyż znajdujemy się na kilkudziesięciometrowej skarpie, wzmocnionej obronnym murem i
brzeg morski jest niedostępny. Panujące tutaj niemal przez cały dzień zacienienie jest zupełnym przeciwieństwem tego, co widzieliśmy w pirańskiej marinie.
A po zwiedzaniu proponuję wrócić na plac Tartiniego i napić się dobrej kawy w jednej z otaczających go kawiarni. Lub ochłodzić się pysznymi lodami w
którejś z cukierni. A najlepiej, i jedno, i drugie ;-)
Bałkańska księgarnia
Potrzebujesz sprawdzonego przewodnika po Bośni i Hercegowinie? Poszukujesz niezawodnej mapy? Polecamy książki, przewodniki i mapy wprost od wydawcy!
Podróżuj bezpiecznie!
Każdy wyjazd wiąże się z potencjalnym zagrożeniem. Bezpieczeństwo osobiste, ubezpieczenia, podróż samochodem, pociągiem, samolotem Sprawdź!
Bałkańskie rytmy
Kręcą Cię bałkańskie klimaty? Posłuchaj utworów, które przeniosą Cię w niesamowity świat dźwięków i poezji. Teledyski, teksty oraz tłumaczenia bałkańskich utworów. Posłuchaj bałkańskich rytmów!